|
Żaden system operacyjny nie jest i nigdy nie będzie doskonały. Jeden doskonale nadaje się do pewnych rzeczy, do innych natomiast gorzej, a jeszcze innych wcale. Znowu inny system do tych celów będzie się świetnie nadawał, lecz kulała będzie w nim obsługa czegoś z czym pierwszy system radzi sobie znakomicie. Przeciętny użytkownik nie wykorzystuje swojego komputera do zaawansowanych operacji informatycznych i w zupełności wystarcza mu jeden system operacyjny. Problem pojawia się gdy użytkownik jest programistą i to w dodatku piszącym programy równocześnie pod wiele platform lub po prostu chce korzystać z zalet jednego i drugiego...
Systemy operacyjneNa co dzień używam Linuksa. Do jego głównych zalet należą: - śladowe ilości wirusów i złośliwego oprogramowania
- stabilność
- duża zgodność z systemami UNIX
- łatwa dostępność do SSH, narzędzi przetwarzania tekstu itp.
Jednak z pracą pod systemem Linux wiążą się pewne utrudnienia: - brak sterowników do wielu mniej popularnych urządzeń
- brak alternatywnego oprogramowania, lub jest ono o wiele mniej funkcjonalne niż to dostępne na platformę Windows
Można oczywiście zainstalować Windows na osobnej partycji. Jednak używanie go wiąże się z koniecznością zamknięcia Linuksa i restartu komputera. Z pomocą przychodzi wirtualizacja. WirtualizacjaWirtualizacja to z grubsza emulowanie na komputerze drugiego komputera. Na takim wirtualnym komputerze możemy zainstalować dowolny system operacyjny, a na nim dowolne programy i korzystać równocześnie z obu systemów operacyjnych. Oczywiście nie ma róży bez kolców. System uruchomiony na wirtualnym komputerze zawsze będzie wolniejszy niż gdyby został uruchomiony natywnie. Dawniej te różnice znaczne. System operacyjny na wirtualnej maszynie działał średnio nawet i kilka krotnie wolniej niż na fizycznym sprzęcie. Ponadto komputery były wtedy jedno rdzeniowe i o wiele wolniejsze niż dziś. To sprawiało, że ta technologia raczej nie nadawała się do zastosowań na komputerach typu Desktop. Z czasem udoskonalono algorytmy emulowania sprzętu, a i w sprzęcie producenci zaimplementowali funkcje wspierające wirtualizację. W dzisiejszych czasach wirtualny komputer jest niewiele wolniejszy od normalnego i można na nim pracować jak na normalnym sprzęcie. Ponadto emulatory wspierają coraz to ciekawsze rozwiązania integrowania systemu matki z tym uruchomionym wirtualnie. VirtualBoxJednym z najlepszych i darmowych emulatorem jest VirtualBox. W szybkości działania nie ustępuje nawet komercyjnemu VMWare czy VirtualPC, a jego instalacja pod systemem Linux jest jeszcze prostsza. W Ubuntu wystarczy zainstalować paczkę VirtualBox i uruchomić. Posiada bardzo prosty interface. Emuluje kartę dźwiękową, do 4 kart sieciowych, do 2 portów szeregowych które można podłączyć albo do potoku albo do fizycznego portu w systemie gospodarza. Od VMWare różni się tym, że: - emuluje tylko jeden rdzeń procesora
- nie można w nim użyć fizycznej partycji dysku
- nie posiada emulacji USB
Jednak posiada ciekawe rozwiązania, których niema VMWare, a które bardzo przydają się na desktopie: - integracja pulpitu z pulpitem gospodarza - wirtualny komputer działa jako fullscreen, ale zamiast swojego pulpitu widzi pulpit gospodarza, dzięki temu można równocześnie pracować z oknami np. z Windows i Linux bez konieczności ciągłego przełączania się między gospodarzem a wirtualną maszyną
- współdzielone foldery - udostępnione foldery z systemu gospodarza są widoczne jako foldery sieciowe na wirtualnym systemie, działa to niezależnie od kart sieciowych
- współdzielony schowek - zaznaczasz tekst w linuksowym oknie, robisz Ctrl+C, a potem klikasz na windowsowe okno i Ctrl+V lub vice-versa
Dzięki temu rozwiązaniu mogę równocześnie korzystać z dobrodziejstw Linuksa i programów które wyszły tylko na Windows jak Picasa czy Visual C++. Wirtualizacja może się też przydać ludziom, którzy nie koniecznie chcą korzystać z dwóch różnych systemów operacyjnych. Jak wszyscy wiemy instalowanie coraz to nowych aplikacji na Windowsie prowadzi do jego stopniowego zaśmiecenia co spowalnia jego działanie. Ponadto nigdy nie wiadomo czy to co ściągnęliśmy z sieci to nie jakiś wirus czy trojan. Zanim zainstalujemy je na naszym głównym systemie, możemy je przetestować na wirtualnym. Niestety aby wszystko było zgodne z prawem, musimy wyłożyć kasę na drugą licencję Windowsa, który będzie uruchomiony na wirtualnym komputerze. Chyba że jesteście studentami, a uczelnia ma wykupione MSDN AA. |
"nie posiada emulacji USB" - posiada
OSE nie posiada ale dla home usera pelna ver jest free i nie trzeba sie z OSE bawic
//nie czytalem calosci bo nie mam czasu ale to mi sie zucilo w oczy